27 kwietnia 2020

Z tym wirusem moda walczy od lat

O tym, że przemysł modowy nieustannie walczy z podróbkami, wie chyba każdy. Większość z nas ma również świadomość, że batalie te są wyjątkowo wyczerpujące, trudne i zazwyczaj ciągną się latami. Co chwilę słyszy się, że projektanci pozywają firmy i zarzucają mi naruszenie praw autorskich. Plagiaty szkodzą, psują rynek i hamują kreatywność – co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że skopiować można właściwie wszystko. Począwszy od logo, poprzez kształt i wzór, na kolorze skończywszy. Cierpią na tym twórcy oryginału. Czasami dużo bardziej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Najsłynniejsza krata świata

Kratę Burberry kojarzą chyba wszyscy. Jestem przekonana, że nawet jeśli ktoś nigdy nie zetknął się z produktami angielskiej marki i z modą jest całkowicie na bakier, miał choć raz ten charakterystyczny wzór przed oczami. Najsłynniejsza krata świata składa się z czarnych, czerwonych i białych pasków umieszczonych na subtelnym, beżowym tle. Obecnie uznawana jest za klasykę nad klasykami. Nie zawsze jednak tak było. W latach 80. deseń prawie doprowadził do bankructwa firmy. Magazyn „The Economist” twierdził wówczas, że nawet umarły nie chciałby być pochowany w czymś od Burberry. Głównym powodem były właśnie podróbki, które stały się bardziej powszechne od oryginału. Ubrania i dodatki à la Burberry można było wówczas znaleźć dosłownie wszędzie – w przydrożnych sklepikach, na kiermaszach i w kioskach. Efekt? Zaczęły kojarzyć się z taniością, bylejakością i tandetą. Marka znalazła się na skraju przepaści. Historia na szczęście ma swój happy end. Dom mody zdołał odrodzić się pod dowództwem Rose Marie Bravo. Obecnie krata Burberry jest uważana za znak towarowy chroniony w większości krajów na świecie.

Czy można ukraść kolor?

Niejedną walkę o swoje musiał stoczyć także Christian Louboutin. Czerwona podeszwa stanowi najbardziej rozpoznawalny znak jego projektów i co roku przynosi firmie miliardowe dochody. Nietrudno jest wiec wyobrazić sobie, że wiele marek chciałoby ją sobie „pożyczyć” choćby na chwilę. Zrobiła to oczywiście sieć odzieżowa Zara w 2011 roku. Projektant przegrał wówczas proces z hiszpańską „sieciówką”, co odbiło się szerokim echem. Nie był to jednak jedyny głośny spór dotyczący charakterystycznej podeszwy. Najbardziej medialną batalią bez wątpienia była ta pomiędzy Louboutinem a domem mody Saint Laurent. Kilka lat temu francuska marka wprowadziła do sprzedaży kolekcję „Monochrome” obejmującą między innymi buty wykonane w całości w jednym kolorze. Wśród wielu różnych barw były również i czerwone. To nie spodobało się Louboutinowi i tak rozpoczął się proces. O tym, z jaką pieczołowitością projektant strzeże swojego unikalnego pomysłu, świadczy akcja „Stop Fake Louboutin”, która ma na celu wyłapywanie ewentualnych kopii i niszczenie zła w zarodku. Doprowadziła już do zamknięcia dziesiątek stron i portali. Od 2018 roku Christian Louboutin może jednak spać nieco spokojniej. Po kilkunastu latach walki o czerwoną podeszwę sąd uznał, że ma do niej wyłączne prawo.

Spór o “trzy paski”

Podobne historie można byłoby opowiadać godzinami. Plagiat bez wątpienia jest wirusem, który pożera modę od środka. Dotyczy zarówno największych i najbardziej znanych domów mody, jak i małych, lokalnych przedsiębiorstw. Prawo własności intelektualnej, pełne luk i niedopowiedzeń, nie zawsze jest w stanie rozwiązać pojawiające się problemy. Logo zastrzec jest o wiele prościej. Jednak gdy markę wyróżnia charakterystyczny kolor, wzór lub detal trzeba przygotować się na procesy i uzbroić w cierpliwość. Potwierdzić to może chociażby Adidas. Marka już od kilku lat konsekwentnie spiera się o swoje „trzy paski”. Obecnie znak, z którym wszyscy bezsprzecznie kojarzymy niemiecki brand, na terenie UE nie jest zastrzeżony. Jak będzie w przyszłości? Walka trwa.

Przeczytaj również

  • view more
    6 kwietnia 2020

    3 stylizacje, dzięki którym wesprzesz polskie marki

    Długo zastanawiałam się, czy dodawanie posta ze stylizacjami, teraz gdy wszyscy siedzimy w domach, ma sens. W końcu większość z nas spędza całe dni w dresach. Moje dylematy szybko rozwiali jednak znajomi, którzy zaczęli wysyłać […]

    Read more

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

FOLLOW ME